Holzweg 4040789 Monheim am RheinGogulaPLGSwbczasu.doc
Tel/Fax02173-66742
e-Mail:in der Rheinischen Post:Silesia-Info:
sczepanek@gmx.dewww.rp-online.dewww.Slonsk.dewww.Slonsk.com
www.Silesiana.gmxhome.desearch:
Sczepanekwww.EchoSlonska.com
W
pierwszej połowie XIX w. na Śląsku nastąpił rozkwit wielkiego przemysłu
europejskiego. Prezentowany rozdział pokazuje czasy Franza Wincklera, a
szczególnie wyeksponowano tu sylwetkę górnośląskiego potentata przemysłowego
Karola Godulli.
Przedstawiona
została równoległość dziejów„romantycznej”Polski
Kongresowej ikapit-alistycznej pruskiej
prowincji śląskiej.
O
tym co wydarzyło się po powstaniu listopadowym mówi to opowiadanie, z mojejksiążki
pt. „Górny Śląsk w barwach czasu”:
Przyjęcie
w Rudzie w 1831 roku
Zima
1831 zjawiła się dość wcześnie na Górnym Śląsku. Na początku października
pojawiły się pierwsze przymrozki i spadł śnieg. Ludzie marzli okrutnie,
nie mieli pieniędzy, gdyż bardzo skromne były zarobki, jakie wypłacał im
Karol Godulla, zwany powszechnie „królem cynku”. A przecież harówka była
ciężka przy wydobywaniu rudy i jej wytapianiu.
W
siedzibie „diabła z Rudy” mimo późnej pory nocnej paliło się światło, a
była prosta świeczka kupiona za 2 grosze u Żyda Posenera w Rudzie. Mimo
że Godula był właścicielem dużego majątku oraz zamku w Szombierkach,posiadał
tytuł Oberamtmanna w służbie hrabiego Ballestrema z Pawłowic, to wciąż
mieszkał samotnie w wiejskiej chacie krytą słomą.
Godula
był prawdziwymtytanem pracy. Posiadał
ogromny majątek i nikogo nie dopuszczał do swoich interesów, wszystko załatwiał
sam. Wymagał od swoich poddanych, aby byli tacy sami jak on czyli pracowici,
oszczędni, pilni, przestrzegający czystości i nie pijący alkoholu. Za dużo
tego na raz.
Pewnego
październikowego dnia 1831 roku na rynku w Katowicach pojawiła się znacznie
większa niż zwykle ilość żandarmów pruskich w charakterystycznych „pikelhaubach”.
Nie mieli wrogich zamiarów, stanowili obstawę dla około 400 osób, którzy
nocą nielegalnie przekroczyli graniczną rzekę Przemszę i tym samym przeszli
z imperium rosyjskiego do Prus.
W
zebranym na rynku tłumie, oprócz mężczyzn w mundurach Księstwa Warszawskiego
stały kobiety i dzieci. Mundury mężczyzn świadczyły o bitewnym znoju. Były
mocno podziurawione i na pewno nie grzały. Wszyscy patrzyli na rosłego
mężczyznę, który w towarzystwie hrabiego Donnersmarcka, inżyniera Baildona,
burmistrza Katowic oraz oficera żandarmerii żywo gestykulował.
Był
to Fryderyk Grundmann, z ramienia króla Prus inspektor Katowic, powszechnie
znany jako Amtmann. Odłączywszy się od tego towarzystwa, Grundmann podszedłdo
przybyszów i w ciepłych słowach zwracając się do nich obiecał im pomoc
i opiekę w imieniu władz i króla Prus. Równocześnie przyrzekł, że żaden
z nich nie zostanie oddany w carskie ręce, co uciekinierzy przyjęli z wyraźną
ulgą i zadowoleniem. Kilka kobiet cisnęło się do Grundmanna z zamiarem
całowania go w rękę, do czego Amtmannie
dopuścił. Następnie zwrócił się do zbierających się mieszkańcówKatowic,
aby przyjęli na pewien czas nowoprzybyłych do swych domów, zwłaszcza kobiety
i dzieci. Potrzebujący opieki lekarskiej zostali skierowani do miejscowego
szpitala.
Po
kilku dniach znaczna część uciekinierów, uczestników powstania listopadowego,
została zatrudniona w Królewskiej Hucie w Chorzowie, w Hucie Laura w Siemianowicach
oraz w hucie inżyniera Baildona w Katowicach. Otrzymali oni również mieszkania
i fundusze na zagospodarowanie się. Pozostałychuciekinierów
skierowałGrundmann, z pismem przewodnim
do Karola Goduliw Rudzie i Franciszka
Wincklera w Miechowicach.
Każda
grupa miała przydzielonego urzędnika z Urzędu Górniczego w Tarnowskich
Górach, który służył im jako przewodnik.
Franciszek
Winckler przyjął przybyszów ze wschodu z otwartymi ramionami. Potrzebował
robotników w nowo otwartej kopalni rudy cynku w Miechowicach i w kopalni
węgla kamiennego „Prusy” (dzisiejsza kopalnia „Miechowice”). Winckler rozpoczął
również budowę osiedla mieszkaniowego i szpitala dla robotników w pobliskim
Bobrku. W ten oto sposób Polacy, uczestnicy powstania narodowego, niemal
z dnia na dzień znaleźli swój nowy dom i dobrze płatną pracę.
Nieco
gorzej powiodło się grupie przydzielonej do inspektora Goduli w Rudzie.
Przybysze nie bez trwogi patrzyli na owianą diabelską tajemnicą drewniany
dom, z którego lada chwila miał wyjść ich przyszły pracodawca Karol Godula,
o którym zdążyli nasłuchać się już wielu dziwnych rzeczy.
Pracownik
Urzędu Górniczego w Tarnowskich Górach, mimo że dobrze znał „króla cynku”,
przekraczał próg „diabelskiejchaty”
z obawą i bez słowa wyjaśnień (ponieważ wiedział, że Godula nie lubił słów
powitania, uważając je za zbędne) wręczył pismo przewodnie Grundmanna.
Gdy Godula je zobaczył, powiedział :
Grundmann
nie ma tutaj nic do gadania, ale jego wysłanników mogę zobaczyć.
Czekającym
na podwórzu ukazała się postać rosłego, blisko pięćdziesięcioletniego mężczyznyubranego
na czarno. Lewa strona jego ciała zdawała się być sparaliżowana, gdyż idąc
kulał a gestykulował tylko prawym ramieniem, zaś czarny kapelusz zakrywał
całkowicie część twarzy. Jednym
okiem przyglądał się Godula przybyszom, którym miał dać pracę i chleb.
Na widok poszarpanych mundurów, zwrócił się do urzędnika:
A
cóż to za niedobitki wojny siedmioletniej?
To
mężczyźni, którzy walczyli z despotyzmem cara. Na pewno słyszał pan o walkach
po tamtej stronie Przemszy.
Tylko
bez patosu, mości panie – rzekł Godula chrapliwym głosem - z wolnością
bywa różnie i nie lubię wichrzycieli, którzy występują przeciwko ustalonemu
porządkowi państwowemu.
Pod
odpychającą powierzchownością biło jednak dobre serce, szczególną słabość
miał do dziecii biednych. Zwrócił
się do zebranych :
Zobaczę,
co jesteście warci. Tutaj liczy się praca i tylko praca. Bumelantów, nierobów
i pijaków wyrzucam natychmiast. „Ordnung
muss sein“! - Przyjmuję was.
Zawoławszy
swoich urzędników wydał im odpowiednie polecenia, dotyczące zakwaterowaniai
przydziału mieszkań przybyszom z Polski.
Polscy
uczestnicy powstania listopadowego na zawsze pozostali na Śląsku, a ich
potomkowie żyją tu do dziś w śląskich wsiach i miasteczkach.
(a
może też zachciało im się powalczyć później jeszcze o „lepsze” w 1919–1921
– od autora.)